niedziela, 19 stycznia 2014

Rozdział 11

Scarlett P.O.V

        
Po opowieści Cat wcale nie chciało mi się już iść na kolejny trening. Wspólnie postanowiłyśmy pójść do galerii, do " Starbucksa" przemyśleć wszystko dokładniej.
Założyłam jakieś skórzane spodnie, które idealnie wyszczuplały moje długie nogi. Do tego narzuciłam na siebie luźną niebieską koszulkę i trampki. Zarzuciłam plecak na plecy i coś na głowę. 
Spojrzałam na Cat i otworzyłam szeroko japę.
- Jak wyglądam? - spytała
- Yyy...no...yyy..dobrze.- odpowiedziałam po chwili namysłu.
Cat miała na sobie BUTY NA SZPILKACH ( nie glany ), FIOLETOWĄ koszulkę, FULL CAP podobny do mojego, NIE MIAŁA pomalowanych na czarno paznokci i miała czarne leginsy. Przynajmniej to miała po swojemu.
- Pójdziemy na pieszo. Najpierw do banku potem do galerii. OK? - powiedziałam odrywając wzrok od niej.
- Dobra...- powiedziała z taką nutką w głosie jakby chciała mnie zabić. Po chwili dodała - Ale zachowujemy się jak normalni "ludzie"?
- No raczej... - odpowiedziałam niechętnie

***

Kap. Kap. Kap. Chmury nadciągnęły z nie wiadomo skąd. Kap. Całe niebo teraz było szare, nie pogodne, szare. Kap. Kap. Kap. Krople deszczu coraz mocniej spadały na ziemię, roztrzaskując się przy tym o twarde podłoże. Szłyśmy po nierównym chodniku. Jakaś pani na obcasach w brązowym płaszczu i okularach przebiegła koło nas. Wokoło było słychać klakson dobiegający z taksówki. Podniosłam opuszczoną wcześniej głowę i spojrzałam w niebo, po czym rozejrzałam się w około. Po naszej prawej stronie stał jeden z najlepszych przyjaciół kobiety - bankomat. Cat podeszła pierwsza. Włożyła kartę i "magiczne pudełeczko" dało jej 650 funtów. Czas na mnie. Mój przyjaciel przywitał mnie ciepłym "Dzień Dobry". Włożyłam kartę. Wcisnęłam przycisk na którym było napisane "Wypłać 700" i nadszedł czas na wpisanie kodu. Ups... Zapomniałam....Może 1111......"a już wiem!" - krzyknęłam telepatycznie do Cat. Mój pin brzmiał 6666! Jak mogłam zapomnieć!
- Sorry, że tak długo. - zaczęłam nawijać do Cat
- Spoko, tylko mam mały problem! - Cat ogarnął szał. - Wyglądam jak plastik, stoję na deszczu a ty się tam bawisz. Masz szczęście, że tuz za rogiem jest galeria!
I po tym wygłoszeniu parafialnym pobiegłyśmy do galerii.
Nasza galeria, to super bro elo 3 2 0 "wypasiona" galeria. W tym roku tak ją wyposażyli, udoskonalili i wypięknili, że rzygam tęczą... Zostawiłyśmy kurtki w szatni.
- Na jeden numerek? - spytał bardzo miły pan z którym mogłabym po flirtować, ale Cat jak zwykle musiała wszystko spieprzyć, więc wyskoczyła ze swoim głupim tekstem.
- Nie my tylko na kawę.
- Cat!
- Nic się nie stało. Powieszę okrycia pań na numerku 66. - jak zwykle miły pan musiał wybrać numer 66.
- Przepraszamy. - powiedziałam
- A ja nie. - odezwała się mistrzyni głupoty Cat. Jak jej tutaj nie zabić!
Pociągnęłam moją przyjaciółkę za rękę i wepchnęłam ją do łazienki. Podejrzewam, że była na fazie bo wyskoczyła do mnie z takim tekstem:
- Za mało Cię znam, żeby to robić! Możemy przystopować...?...wiesz to troszkę krępujące....nie znamy się zbyt długo..ale jeżeli ch... - i tu jej przerwałam
- CO TY BRAŁAŚ?
 - Apap DZIEŃ na noc! Błaha haha!!! -  wybuchła śmiechem
- Zamknij się!!! - nakazałam, a ta od razu przymilkła. Postanowiłam kontynuować - Nie zachowuj się tak! To denerwujące, chociaż śmieszne, ale mogłabyś sie powstrzymywać. Plizzz....
- Już ok, panie psorze.  Nie wiedziałam, że pan taki nie w sosie.
Wyszłyśmy z łazienki. Szłyśmy w ciszy. Cat najwyraźniej postanowiła ją wtedy przerwać:
- To do Starbucks'a?
- Nooo, jestem głodna.
Po chwili stałam przed Starbucks'em i gapiłam się na przystojnego chłopaka, który obsługiwał jakąś babkę. Kolej na mnie.
- Dzień dobry. W czym mogę służyć? - zapytał mnie niezwykle szarmancko...yyy...Sin. Przynajmniej tak miał na plakietce. Przystojny chłopak. Jego czarne włosy pięknie komponowały się z czarnymi oczami...fuck....czarne oczy.....
- Poproszę (...) i colę. - złożyłam zamówienie, odebrałam je i poszłam do stolika gdzie siedziała Cat.
Sin zapełnił mój cały łep.
- Ej ty! Zakochana! - usłyszałam Cat lampiącą się na mnie jak na zombieee...
- Co?
- Jak zjemy to idziemy kupić najpierw tysiące par butów czy bluzek i bokserek?
- Raczej butów. Ale u mnie słabo z kasą. Może byśmy się gdzieś zatrudniły?
- Dobra to ja idę do jakieś kafejki. Po drodze zobaczę gdzie jaka stoi i sie zatrudnię. A ty....? - spytała
- Nwm do Starbucksa... tak. Po skończonych zakupach pójdziemy się zatrudnić..ok?
- Spoko.
Po skończeniu posiłku ruszyłyśmy na sklepy. tysiące bluzek, kurtek, spodni, dresów, leginsów, rękawiczek, butów i najważniejsze full capów mieniło mi się w oczach. Na zakupach najgorsze jest to, że kobieta ma budżet i nic więcej nie może kupić. Ja musiałam się rozstać w przymierzalni z skórzanymi spodniami :'(  , a Cat z glanami. Był to dla niej ogromny cios, ale co z tego sokoro i tak się obkupiłyśmy po 20 wielkich toreb z ciuchami na głowę.
Poszłyśmy z tymi torbami, Cat do kafejki "Coffeee", a ja do Starbucksa.
- Dzień dobry. W czym mogę pomóc? - seksowna kelnerka miłym głosikiem zaczęła rozmowę
- Chciałabym porozmawiać w właścicielem tej...hmm...firmy. Tak.
- A w jakiej sprawie? - ciągnęła
- Chciałabym się tutaj zatrudnić.
- Wpuść ją! - nagle usłyszałyśmy głos.
- Tędy. - powiedziała i z chęcią zaprowadziła mnie do dziwnego pokoiku.
Moje torby zajmowały połowę jego obszaru, ale dało się coś zobaczyć. Ściany były w tapecie z motywem Nowego Jorku. przy ścianie stało biurko i krzesełko.
- Tak?
- Chciałabym tutaj pracować.
- Czy ma pni jakieś doświadczenie?
- W lato zawsze sprzedawałam lemoniadę. To się liczy?
- Tak. - powiedział i uśmiechnął się jakiś pan.
- Masz tą robotę. Nie dziw się, że zadałem tylko tyle pytań, ale będziesz sprawdzana przez pierwsze dwa tygodnie. Przepraszam. Nie przedstawiłem się - Sin



             




środa, 8 stycznia 2014

Rozdział 10

Cat P.O.V


Siedziałam na piaszczystej plaży niedaleko morza. Poczułam zimny powiew wiatru na mojej skórze. Ubrana byłam w czarne bikini. Co do... Rozejrzałam się dookoła siebie. Otaczał mnie ogromny las, a niedaleko stał domek. Był koloru białego, z ogromnym tarasem i dużą ilością okien. Na zewnątrz znajdował się ogromny basen i leżaki. Domek był w  nowoczesnym stylu. Zdawało mi się, że już go gdzieś widziałam...
- Skarbie, przynieść ci coś do picia? - usłyszałam bardzo znajomy, zachrypnięty głos obok mnie. Obróciłam się. Przede mną stał On. Czarne włosy zaczesał do tyłu, przez co wyglądał jeszcze bardziej sexy, jeżeli było to jeszcze możliwe. Ubrany był w granatowe kąpielówki. Figlarny uśmiech błądził po jego pełnych, zmysłowych ustach. Jego ciemne oczy wpatrywały się we mnie. Nie mogłam uwierzyć, że tu jest- je mną na pięknej, egzotycznej plaży w........Los Diablos. Już pamiętam, skąd pamiętałam to miejsce. Była to moja mała willa, którą otrzymałam po trafieniu do piekła. Ale co tu robił On?
- Coś się stało? Mam coś na twarzy? - Zapytał z uśmiechem chłopak
- Nie, po prostu.....
Bzzz Bzzz Bzzz Bzzz. Usłyszałam dźwięk mojego budzika. Ranił on moje uszy. Wyciągnęłam rękę, aby wymacać wyłącznik. Dotknęłam czegoś, ale nie był to mój budzik. W dotyku przypominało mi jeans. Szybko otworzyłam oczy. Przede mną stał Coll odwrócony do mnie tyłem. DOTKNĘŁAM JEGO TYŁKA!!!! W głowie słyszałam jeszcze zachrypnięty głos Willa. Co on tam robił? A, przepraszam, to był kolejny głupi sen. W głębi mnie pragnęłam, aby  okazał się on prawdziwy.
- Jestem po was na trening. Kazałem wam być gotowym!!! ~krzyknął Coll
Spojrzałam na zegarek w telefonie. BYŁA 6.05. Czy on zwariował myśląc, że wstanę o tej godzinie???!!!
Coll coś powiedział, ale go zignorowałam. Byłam wściekła, że mnie obudził. Z niechęcią wstałam z łóżka, po czym poszłam do kuchni, aby zjeść śniadanie.
Usiadłam przy stoliku, po czym Coll podstawił mi pod nos talerz z 2 tostami i kakao w moim ulubionym kubku z napisem ,,Morning Coffee" Wzięłam do ręki tosta, po czym wzięłam mały kęs. Tosty były pyszne!!!! Coll naprawdę umie gotować. Ze smakiem zjadłam resztę i wróciłam do pokoju.
Podeszłam do mojej szafy i otworzyłam ją. Ubrania były dość schludnie poukładane. Wyciągnęłam czarne jeansy, czerwone Conversy i czarną bluzkę z logo zespołu Bullet For My Valentine. Z szuflady wyjęłam bieliznę. Wzięłam pierwszą lepszą. Wypadło na granatowy, koronkowy komplecik. Coll popatrzył na mnie, a potem na bieliznę. Na jego ustach błysnął cień rozbawienia. Momentalnie się zaczerwieniłam i schowałam komplecik za siebie. Poszłam do łazienki, aby się przebrać i umyć. Włosy spięłam w luźnego koka i nałożyłam makijaż. Cały czas myślałam o moim śnie.
Gdy wyszłam, w pokoju nie było nikogo. Gdzie oni się podziali!!! Nie zostawili nawet karteczki, aby mnie powiadomić, gdzie są. Postanowiłam wyjść na zakupy. Sama. Forever Alone:(
      ( Po przejściu 17 sklepów z ciuchami)
Szłam prostym korytarzem. Byłam strasznie zmęczona. Czułam się tak, jakbym przebiegła maraton. Postanowiłam pójść do McDonald's, ponieważ miałam ochotę na sztuczną, dziwną kawę. Dawali do niej za mało mleka. Gdy przyjaźniłam się z Alice, często ona też kupowała tę kawę i do tego dwa duże shake. 'a ] Wypijałyśmy połowę shake'a i wlewałyśmy do niego kawę. Zawsze bardzo mi to smakowało. Postanowiłam zrobić tak i tym razem.
Kolejka była mała, więc szybko złożyłam zamówienie. Postanowiłam rozejrzeć się dookoła, czy nie ma nikogo znajomego ze studiów. Facet z małymi dziećmi, dwie najlepsze przyjaciółki, inny facet z laptopem... I wtedy zauważyłam JEGO. Wszędzie bym rozpoznała te czarne włosy, które licznie dotykałam. Siedział dwa stoliki dalej. Z inną dziewczyną. Blondynką. Plastikiem. Całowali się. Oryginalna randka. Czułam się tak, jakby ktoś wyrwał mi serce i przejechał po nim walcem. Obok nich siedział Jace z brunetką. Will cały czas obściskiwał się z dziewczyną. Chłopak przerwał pocałunek i spojrzał w moją stronę. Teraz wiedziałam na pewno, że to on. Do oczu napłynęły mi łzy. Czułam się jak śmieć. Chłopak spróbował wstać, ale ja szybko odebrałam swoje zamówienie i szybkim krokiem, prawie biegiem wyszłam z McDonald's. Wiedziałam, że on za mną biegnie. Przyśpieszyłam. Po chwili poczułam jego silny ucisk na mej dłoni. Odwrócił mnie tak, że teraz stałam twarzą do niego.
- Cat, ja... przepraszam.
- Przepraszam! PRZEPRASZAM!!! Udław się swoim przepraszam. Wiedziałam, że gdybyś naprawdę został porwany spróbowałbyś się ze mną skontaktować.
- Ale Cat, ja... chyba Cię kocham
- Właśnie udowodniłeś jak.
Chłopak spróbował mnie pocałować, ale nie udało mu się. Przywaliłam mu z całej siły lewym sierpowym w twarz. Chłopaka odrzuciło na kilka metrów dalej ode mnie. Spróbowałam uciec do akademika. Biegłam ile sił w nogach, w prawej ręce trzymając zakupy. Nie rozpłakałam się.
 Gdy dotarłam do akademika weszłam do mojego pokoju. Było ciemno, co oznaczało, że Scar jeszcze nie wróciła. Rzuciłam rzeczami w ścianę, a kawę i shake'a położyłam w kuchni. Z lodówki wyjęłam lody czekoladowe, poszłam do łazienki, przebrałam się w moją ulubioną czarną piżamę z misiem, którą ubieram tylko wtedy, gdy jestem chora i wróciłam do łóżka. Wzięłam do ręki mojego czarnego misia, który był szczurem, którego nazwałam Myszka-Akyszka. Przykryłam się kołdrą i włączyłam telewizor. Obejrzałam to, co zwykle ludzie według mnie oglądają po zerwaniu- Zmierzch. Jak zwykle cytowałam moje ulubione sceny. Wyglądało to mniej-więcej tak:
- Nie martwisz się o to, że idziesz do domu pełnego wampirów tylko o to, czy cię zaakceptują?- powiedziałam w tym samym momencie co Edward. Pochłaniałam już 3 opakowanie lodów. Niedługo skończą się nasze awaryjne zapasy. I nastał mój były ulubiony moment filmu. Edward zaczął mówić:
- Jesteś moim życiem
- Kłamca!!! Nie łódź się nawet, nie jesteś jego wybranką!!! Zdradzi cię przy pierwszej lepszej okazji!!! ON CIĘ NIE KOCHA!!!!- zaczęłam wrzeszczeć do telewizora. Rozpłakałam się.
Doprawiłam mój "piękny" wieczór jeszcze ,,Dziennikiem Bridget Jones". Cały czas się trzęsłam i szlochałam. A ja nigdy nie płaczę. A teraz tak... Jak ja to powiem Scar??? Przecież ona była zapatrzona w Willa jak w obrazek. I o wilku mowa. Do pokoju weszła Scar i zaczęła mi się przyglądać. Musiałam wyglądać jak Samara Morgan. Mój tusz do rzęs z pewnością się rozmazał.
- Co się stało??? - spytała zaskoczona