Mijały ostatnie dni mojego pobytu w rodzinnym domu. Szybko pakowałam swoje rzeczy do pudeł, i pośpiesznie znosiłam je na dół. Skończyłam pakować ostatnie pudło, kiedy do pokoju weszła moja najlepsza przyjaciółka.
- Hej, Cat... Czy to było już ostatnie pudło?- zapytała Alice
- Tak. Dziękuję za pomoc.
- Nie ma za co- dodała smutnym głosem - szkoda, że jedziesz...
- To co? Czas na pożegnanie- powiedziałam
- Chyba naprawdę już czas- dodała, po czym przytuliła mnie.
Stałyśmy jeszcze w moim pokoju przez kolejne pięć minut żegnając się. Alice odprowadziła mnie do mojego czarnego Audi A4. Wsiadłam do samochodu i odpaliłam go. Przyjaciółka pomachała mi jeszcze raz na pożegnanie, po czym odjechałam. W lusterku widziałam moją przyjaciółkę, której łza kręciła się w oku. Ja rzadko płakałam.
Droga ciągnęła się niemiłosiernie długo. Zawsze byłam sprawnym kierowcą dzięki mojemu wyczulonemu słuchu, wzroku i szybkiej reakcji na daną sytuację.
Po kilku godzinach jazdy dotarłam na miejsce. Przede mną stał potężny gmach collegu. Wybrałam Washington State Univercity. Zaparkowałam samochód po czym pognałam odebrać klucz do pokoju. Zostałam przydzielona do pokoju nr. 66. Mieścił się on na 2 piętrze. Weszłam na górę i zauważyłąm drzwi od mojego pokoju. Wzięłam głęboki oddech i już miałam pukać gdy nagle drzwi otworzyły się. Stała w nich dziewczyna o bladej cerze podobnej do mojej i czarnych oczach. Miała włosy koloru ciemnego blondu i niebieskie końcówki. Uśmiechnęła się i powiedziała:
- Cześć! Jestem Scarlett. Mów mi Scar.
- Cześć! Jestem Cat. Mieszkasz w tym pokoju?
- Tak! Podobno miała dzisiaj przyjechać jakaś dziewczyna. To ty?
- Najwyraźniej tak. - powiedziałam
- Wejdź.
Połowę pokoju zajmowały plakaty Lady Gagi. Wtedy zdałam sobie sprawę że moja współlokatorka jest DZIWNA. Na chwilkę wyrwałam się z pokoju aby przynieść swoje bagaże. Gdy szłam korytarzem ktoś na mnie wpadł. Straciłam równowagę i po chwili na kimś leżałam. Był to niezwykle przystojny chłopak w moim stylu - punk. Miał włosy zaczesane do tyłu, koloru czarnego. Jego ręce zdobiły czarne tatuaże.
- Uważaj jak łazisz mała!
- Mała to może być twoja pała!
Jego wyraz twarzy wyrażał zaskoczenie. Dopiero teraz zauważyłam że ludzie się na nas gapią.
Pospiesznie zeszłam z chłopaka i zniknęłam na parkingu. Chyba coś do mnie wołał, ale nie usłyszałam co.
Scarlett P.O.V
Tydzień temu przyjechałam tutaj - do Washington State Univercity. Czekałam na to od dziecięcych lat! Zawsze marzyłam dostać się do tego collegu. Moje dzieciństwo nie należało do najlepszych. Miałam trudny okres w życiu... Ale mniejsza z tym! Ważne jest tu i teraz a nie przeszłość.
Najtrudniej było mi się pożegnać z rodziną, przyjaciółmi i moim najlepszym kolegom - Bułą. Buła był psem (owczarkiem niemieckim). Oficjalnie uważałam go za największą ofiarę i lenia świata. Mimo to bardzo go kochałam. Jemu jako jedynemu mogłam się wyżalić. Zawsze mnie rozumiał. Teraz na pewno myślicie że jestem walnięta, bo gadam z psami. Może i macie rację. Nie wiem. Najprawdopodobniej i jestem dziwna ale mam bardzo wysoką samoocenę i to mi dużo pomaga. Powracając do tematu ; pakowałam wtedy ostatnie pudła, kiedy do mojego pokoju wparował mój brat, by się ze mną pożegnać. Strasznie mi się chciało płakać ale powstrzymałam się. Chciałam być dzielna... Zeszłam pośpiesznie na dół z ostatnimi pudłami. Pożegnałam się z najbliższymi i wsiadłam do mojego samochodu - Toyoty Corolla. Zarobiłam na niego w kafejce ale to inna historia. Drogę do pokonania miałam dużą ale dałam sobie radę za pomocą piosenek happysad'a.
Po ośmiu godzinach jazdy (wliczając przerwy na siku) dotarłam tu. Znalazłam się przed gmachem WSU. Po ogromnym dziedzińcu przechadzali się uczniowie (tak mi się zdaje). Zamknęłam samochód i poszłam odebrać klucz do pokoju. Szłam szerokim korytarzem. Doszłam (tak mi się zdaje) do sekretariatu.
- Dzień dobry. Nazywam się Scarlett Thieew's i chciałabym klucz od mojego pokoju.
- Dzień dobry. Proszę - dała mi klucz. Miałam już wychodzić, gdy dodała - będziesz miała współlokatorkę.
Wtedy wyszłam. Cieszyłam się na myśl o mojej nowej koleżance. Spojrzałam na klucz :
Pokój nr. 66
Piętro 2
- Przepraszam! Nic Ci nie jest?! - krzyknął chłopak, zdezorientowany, zaistniałą sytuacją
- Nie, przepraszam że w ciebie weszłam... - powiedziałam szybko klękając i zbierając rozrzucone stringi i staniki...
- Pomogę Ci - powiedział
- Nie trzeba - rzuciłam oschle.
- Mogę to zachować? - powiedział ironicznie podnosząc mój stanik w serduszka
- Nie! - odpowiedziałam. Oboje zaczęliśmy się śmiać.
Chłopak miał blady odcień skóry, jak ja. Wydało mi się to trochę dziwne bo nigdy nikogo takiego nie spotkałam. Może był tym, czym ja byłam... hmm... Włosy miał zaczesane na prawą stronę miały kolor jasnego brązu. Nosił czapkę a la "krasnoludek" jak ja to nazywam. Luźna bluzka i dresy, takie ze ściągaczami. Do tego buty to chyba były coversy. Nie wiem nie przyjrzałam się.
- Dzięki za pomoc - powiedziałam do niezwykle Swag chłopaka
- Mam na imię Jace, a ty?
- Scarlett, ale mów mi Scar.
- Może pomogę Ci zanieść te pudła do pokoju? - zapytał Jace
- Jak byś mógł.. - odpowiedziałam
Całą drogę gadaliśmy o naszym życiu i dowiedziałam się, że prawie niczym się nie różnimy.
Weszłam do pokoju i postanowiłam ogarnąć ten syf. Wszędzie wisiały plakaty Lady Gagi. Ble...
***
Minął tydzień, cały czas myślałam o Jace'e, ale nie spotkałam go nigdzie. W miarę znałam korytarze i wiedziałam dokąd one prowadzą. Mniej więcej. Mój apartament prawie ogarnęłam i połowa pokoju nie była już w Lady Gadze. Podeszłam drzwi. Tak po prostu i nagle zobaczyłam dziewczynę która miała właśnie pukać. Wyprzedziłam ją i otworzyłam drzwi. Widziałam dziewczynę o cerze białej jak ja! Już znam dwie takie osoby... Ciekawe czy jest nas więcej....? Miała pełne czerwone usta i czarne oczy. Miała czarny T-shirt i skórzana kurtkę. Zauważyłam na jej nogach conversy.
Włosy miała falowane i czerwono - czarne.Całkiem ładnie wyglądała, bo miała czarno - białą bandamkę.Rzuciłam do niej standardowe słowo "cześć", przedstawiłam się i dowiedziałam się kilku rzeczy.
Mianowicie ma na imię Cat i chyba studiujemy razem. Wydaje się być sympatyczna, ale patrzyła na mnie jak na osła kiedy zobaczyła plakaty z Lady Gagą. Nie zdążyłam jej tego wytłumaczyć, bo wyszła po rzeczy. Zajęłam się dalszym ściąganiem plakatów.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz